
Do Amari w Kaliszu trafiłam w maju 2023 roku — wtedy jeszcze jako osoba po operacji kręgosłupa, zmęczona codziennym bólem i ograniczeniami, które nie dawały mi spokoju ani w dzień, ani w nocy. Miałam zdrętwiałe nogi, ręce bolały przy najprostszych czynnościach — nawet powieszenie prania było wyzwaniem. Nie czułam się sobą, traciłam nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek wrócę do normalnego funkcjonowania.
I wtedy poznałam je — masażystki TA i Rawi. Kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg Amari, nie musiałam nic mówić. One wiedziały. Ich dłonie od razu trafiły tam, gdzie trzeba. Zrozumienie mojego ciała, napięć, bólu — było natychmiastowe. Miałam wrażenie, jakby znały moją historię, zanim w ogóle zdążyłam ją opowiedzieć.
Z tygodnia na tydzień zaczęłam odzyskiwać siebie. Regularny masaż leczniczy — raz w tygodniu — okazał się skuteczniejszy niż drogie zastrzyki i kolejne kuracje, które wcześniej tylko przynosiły chwilową ulgę. Tutaj nie chodziło tylko o ciało. To była podróż do równowagi, spokoju, regeneracji — fizycznej i psychicznej.
Czas płynie, a ja słyszę coraz częściej:
„Ciebie to chyba czas nie dotyczy! Ty zamiast się starzeć, to kwitniesz!”
I wtedy się uśmiecham. Bo wiem, że wybrałam dobrze.
Zaufałam doświadczeniu, pasji i magii płynącej z tajskiego podejścia do zdrowia. Amari to dla mnie coś więcej niż gabinet masażu — to przestrzeń, w której odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem i spokojem. Dziś wiem jedno: było warto!
Barbara K.




