Marianna Sadkowska

Założycielka Amari Spa

Rozmowa z założycielką

Od jednego salonu z dwoma łóżkami po sieć 12 lokalizacji, 130+ terapeutów z Tajlandii i ponad milion obsłużonych klientów.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na stworzenie Amari Spa — czy to był bardziej impuls, czy długo dojrzewająca wizja?

Pomysł na stworzenie Amari Spa zrodził się przede wszystkim z mojej osobistej miłości do tajskich masaży. W pewnym momencie przeprowadziłam się z Warszawy do Częstochowy i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że w okolicy bardzo trudno znaleźć miejsce, które oferowałoby naprawdę dobry, autentyczny masaż tajski.

Z jednej strony była to więc realna potrzeba, którą sama odczułam, a z drugiej – naturalna chęć stworzenia przestrzeni, w której moi bliscy – rodzina i znajomi – mogliby dbać o swoje zdrowie i samopoczucie na wysokim poziomie.

Amari Spa powstało więc z połączenia pasji i potrzeby – ale też z misji pokazania, czym naprawdę jest dobry, jakościowy tajski masaż.

Dziś Amari to już nie tylko sieć salonów masażu w różnych miastach w Polsce, ale także obecność w wielu luksusowych hotelach, w których świadczymy nasze usługi, oraz własna marka naturalnych kosmetyków, Amari Cosmetics, która dynamicznie się rozwija i cieszy się dużym zainteresowaniem klientów.

Czy pamięta Pani moment, w którym pomyślała: „to jest to — chcę iść w tym kierunku”?

Myślę, że to nie był jeden konkretny moment, tylko coś, co dojrzewało we mnie przez całe życie. Zawsze wierzyłam w moc masażu, a szczególnie w umiejętności dobrych, profesjonalnych masażystów.

Masaż towarzyszył mi od dziecka, już od około siódmego roku życia byłam regularnie masowana. Moja mama jest profesjonalną masażystką, więc było to dla mnie zupełnie naturalne środowisko, część codzienności i wychowania. Dlatego decyzja o pójściu w tym kierunku była dla mnie bardzo intuicyjna. To nie był przypadek, tylko coś, co od zawsze było blisko mnie i z czasem przerodziło się w świadomy wybór.

Co było pierwszą inspiracją — podróże, konkretna osoba, a może własna potrzeba?

Zdecydowanie była to kombinacja własnych doświadczeń, ale kluczowy moment przyszedł podczas mojej pierwszej podróży do Azji. To było już osiemnaście lat temu. Wtedy po raz pierwszy trafiłam w ręce profesjonalnej tajskiej masażystki. I to był moment przełomowy. Poczułam wtedy na własnym ciele, czym naprawdę jest tajski masaż: jego głębię, precyzję i ogromną moc oddziaływania na organizm.

Wychowałam się w środowisku, w którym masaż był obecny od zawsze, ale dopiero to doświadczenie w Azji uświadomiło mi, jak wyjątkowa jest to sztuka i jak ogromny potencjał w sobie niesie. Wtedy właśnie pojawiło się we mnie przekonanie: to jest to.

Dlaczego akurat masaż tajski i filozofia Wschodu?

Filozofia Wschodu jest mi bardzo bliska. Mam ją w sobie niejako naturalnie, również ze względu na swoje korzenie. Moja mama pochodzi ze Wschodu, więc od zawsze byłam wychowywana w kulturze, w której ogromną wagę przykłada się do równowagi, pracy z ciałem i holistycznego podejścia do zdrowia.

Dlatego masaż tajski i szerzej, filozofia Wschodu, były dla mnie czymś bardzo intuicyjnym. To nie była moda ani przypadkowy wybór, tylko coś, co od początku czułam jako spójne ze mną i z moim podejściem do człowieka.

Wschód uczy uważności, harmonii i patrzenia na ciało jako całość, i właśnie to podejście chciałam przenieść do Amari Spa.

Na przyjazd masażystek z Tajlandii czekałam ponad rok.

Jak wyglądał pierwszy dzień otwarcia — więcej stresu czy ekscytacji?

Pierwszy salon, który otwieraliśmy w Częstochowie, był bardzo kameralny: to była niewielka przestrzeń z zaledwie dwoma łóżkami, ale dla mnie miał ogromne znaczenie.Pamiętam, że na przyjazd masażystek z Tajlandii czekałam ponad rok. To był długi, momentami wymagający proces, dlatego kiedy w końcu wszystko się udało, były na miejscu, salon był gotowy po remoncie, czułam przede wszystkim ogromną radość i wzruszenie.

To był moment, w którym mogłam wreszcie pokazać moim bliskim to, w co tak bardzo wierzyłam: prawdziwą jakość i terapeutyczną moc tajskiego masażu. Oczywiście był też stres, jak przy każdym początku, ale zdecydowanie dominowała ekscytacja i poczucie, że zaczyna się coś bardzo ważnego.

Co najbardziej zaskoczyło Panią w prowadzeniu biznesu, czego wcześniej się Pani nie spodziewała?

Największym zaskoczeniem okazała się dla mnie skala odpowiedzialności, jaka wiąże się z prowadzeniem biznesu, szczególnie dziś, kiedy działamy już na dużą skalę.

Obecnie zatrudniamy ponad 220 osób, w tym około 140 masażystów z Azji. To nie są tylko liczby. Za każdą z tych osób stoi konkretna historia, często całe rodziny, za które w pewnym sensie również czuję się odpowiedzialna.

To wykwalifikowani specjaliści z dużym doświadczeniem, którzy przyjeżdżają do Polski, aby rozwijać swoją pracę w nowym środowisku. Naszą rolą jest nie tylko stworzenie im odpowiednich warunków zawodowych, ale też wsparcie w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości.

To ogromna odpowiedzialność, którą realnie się czuje, i myślę, że to właśnie tego aspektu prowadzenia biznesu najbardziej wcześniej się nie spodziewałam.

Która decyzja biznesowa okazała się przełomowa dla rozwoju Amari Spa?

Zdecydowanie przełomową decyzją było otwarcie kolejnych lokalizacji. Na początku w ogóle tego nie planowałam. Amari Spa miało być niewielkim, kameralnym salonem w Częstochowie, z dwoma masażystkami i bardzo lokalnym charakterem.

Natomiast bardzo szybko okazało się, że jakość, którą oferujemy, oraz poziom profesjonalizmu spotykają się z ogromnym zainteresowaniem klientów. Zobaczyliśmy w tym realny potencjał, nie tylko biznesowy, ale też możliwość dotarcia do większej liczby osób z tym, co robimy.

To właśnie wtedy zapadła decyzja o skalowaniu projektu. I z perspektywy czasu widzę, że był to moment przełomowy, który całkowicie zmienił kierunek rozwoju Amari Spa.

Co według Pani najbardziej wyróżnia Amari Spa na tle konkurencji?

Zdecydowanie jakość, i to powtórzę kilka razy: jakość, jakość i jeszcze raz jakość. To jest absolutny fundament Amari Spa. Ogromną wagę przykładamy również do detali, które finalnie budują całe doświadczenie klienta.

Nie idziemy w ilość. Świadomie wybieramy jakość. W ogóle w życiu mam wobec siebie bardzo wysokie wymagania i dokładnie te same standardy przenoszę na cały zespół.

Zawsze powtarzam, że każdego dnia powinniśmy być przynajmniej o jeden procent lepsi: stale się rozwijać, podnosić poziom i jeszcze bardziej zaskakiwać naszych klientów. Dzięki temu nigdy nie stoimy w miejscu.

W Amari Spa pracują bardzo doświadczeni masażyści, a poziom masaży, który oferujemy, jest naprawdę wyjątkowy. Często słyszymy od klientów, że tak dobre zabiegi trudno znaleźć nawet w samej Tajlandii.

Ale dla nas liczy się całość doświadczenia. Nie tylko masaż. Równie ważna jest profesjonalna obsługa recepcyjna, atmosfera, wygląd salonów i każdy, nawet najmniejszy detal. Ogromną wagę przykładamy również do jakości produktów, na których pracujemy, bo wiemy, że to one są integralną częścią całego doświadczenia klienta. To właśnie z tej potrzeby i dbałości o najwyższy standard powstała nasza własna marka, Amari Cosmetics.

Wszystko musi być na najwyższym, topowym poziomie.

Marianna Sadkowska

Zdecydowanie jakość, i to powtórzę kilka razy: jakość, jakość i jeszcze raz jakość. To jest absolutny fundament Amari Spa.

Marianna Sadkowska
Jaką rolę w sukcesie firmy odgrywa zespół?

Zespół odgrywa absolutnie kluczową rolę: to jest fundament całej firmy. Bez ludzi, którzy ją tworzą, nic by się nie udało. Dziś to, co budujemy i rozwijamy, jest w ogromnej mierze zasługą zespołu. Ja mogę wyznaczać kierunek i dawać impulsy do działania, ale za tym stoi codzienna, bardzo ciężka praca wielu osób.

Jestem naprawdę dumna, że przez te lata udało nam się stworzyć silny, ambitny i zaangażowany zespół. Moi współpracownicy to osoby, które w pełni identyfikują się z Amari. Żyją tą marką i rozumieją jej wartości.

To nie jest łatwy biznes. Praca z ludźmi i praca w usługach zawsze jest wymagająca. Dlatego uważam, że trzeba to po prostu lubić, a nawet kochać. Bez tego nie da się budować czegoś na wysokim poziomie i długofalowo.

Albo dajemy z siebie sto procent, albo lepiej tego nie robić.

Jakie wartości są dla Pani absolutnie nienegocjowalne w biznesie?

Tak jak już wcześniej wspominałam, absolutnie nienegocjowalna jest dla mnie jakość: we wszystkim, co robimy.

Uważam, że każda usługa powinna być wykonywana z najwyższą starannością, dbałością o detale i pełnym zaangażowaniem. Ale równie ważna jest intencja: to, żeby robić to z autentyczną troską i szacunkiem do klienta.

Mam też bardzo prostą zasadę: albo dajemy z siebie sto procent, albo lepiej tego nie robić. Nie uznaję pracy „na pół gwizdka”.

Ogromne znaczenie mają dla mnie również ludzie, zarówno klienci, jak i zespół. Bo wierzę, że tylko w środowisku opartym na wzajemnym szacunku można budować coś trwałego. Dla mnie to właśnie połączenie jakości, odpowiedzialności i pracy z sercem jest fundamentem dobrego biznesu.

Czym dla Pani osobiście jest „relaks” i czy ta definicja zmieniła się przez lata?

Osobiście uważam, że najlepszą formą relaksu jest dobrze wykonany masaż w odpowiednim miejscu, taki, który naprawdę pozwala się wyłączyć i poczuć zaopiekowanym.

Natomiast odkąd sama jestem w tym biznesie, moja definicja relaksu trochę się zmieniła, a właściwie pogłębiła. Dziś wiem, jak ogromną wartością jest moment, kiedy sama mogę trafić w ręce dobrej masażystki w Amari. To jest dla mnie prawdziwe szczęście: chwila, w której ktoś zajmuje się mną, daje mi troskę i pozwala się zatrzymać.

Na co dzień relaks to dla mnie również bardzo proste rzeczy: chwila spokoju bez telefonu, odcięcie się na moment od bodźców i po prostu zatrzymanie się. Bardzo dużą rolę odgrywa też dla mnie natura: wyjście w plener, kontakt z przyrodą, który daje wyciszenie i prawdziwą regenerację.

Czasem to dobra muzyka, sport, ale przede wszystkim wartościowy czas spędzony z moją rodziną i najbliższymi.

Jaką emocję chce Pani, żeby klient zapamiętał po wyjściu z Amari Spa?

Przede wszystkim poczucie zaopiekowania i troski. Żyjemy dziś w ogromnym pędzie: mamy bardzo dużo obowiązków, jesteśmy ciągle zajęci, myślami w pracy, w domu, w przyszłości.

Dlatego Amari Spa ma być miejscem, do którego przychodzimy i możemy na chwilę wszystko z siebie zrzucić. Miejscem, w którym w końcu ktoś zajmuje się nami, w pełni, z uważnością i troską.

To dla mnie niezwykle ważne, żeby przypominać ludziom, że nie mogą zapominać o sobie. Że mają prawo do tego czasu, do tego luksusu, żeby się zatrzymać i pozwolić komuś się sobą zaopiekować.

I jeśli klient wychodzi od nas z poczuciem: „ktoś naprawdę się mną zajął”, to znaczy, że zrobiliśmy wszystko tak, jak powinniśmy.

Z czego jest Pani najbardziej dumna po tych 10 latach?

Zdecydowanie najbardziej jestem dumna z mojego zespołu. Są osoby, które są ze mną od wielu, wielu lat i wciąż z tą samą ambicją, zaangażowaniem i troską podchodzą do naszych klientów. To jest dla mnie ogromna wartość.

Jestem też bardzo dumna z jakości, którą udało nam się utrzymać przez te lata. Mamy średnią ocen na poziomie 4,9 we wszystkich salonach, przy naprawdę dużej liczbie opinii, a w branży usługowej osiągnięcie i utrzymanie takiego poziomu jest niezwykle trudne.

Ogromną dumę dają mi również nasi klienci, szczególnie ci, którzy są z nami od samego początku. Zdarza się, że odwiedzam salon w Częstochowie czy Katowicach i widzę osoby, które pamiętam jeszcze z czasów, kiedy sama pracowałam na recepcji. To jest niesamowicie wzruszające, że po 10 latach oni nadal do nas wracają i nam ufają.

Jestem też dumna z historii naszych klientów, z momentów, w których realnie pomogliśmy im zdrowotnie czy psychicznie. To pokazuje, że to, co robimy, ma głębszy sens.

I wreszcie: jestem dumna z ludzi, którzy rozwijali się razem z Amari. Widzę, jak bardzo się zmienili, jak urośli zawodowo i jako osoby. To daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że budujemy coś naprawdę wartościowego.

Jaka była najbardziej „szalona” decyzja biznesowa, którą Pani podjęła — i czy się opłaciła?

Myślę, że już sam pomysł, żeby 10 lat temu w mieście takim jak Częstochowa otworzyć salon tajskiego masażu, był dość szalony.

W tamtym czasie to była absolutna nowość. Ludzie nie do końca wiedzieli, czego się spodziewać. Pojawiało się też wiele nietypowych pytań o to, jakie właściwie usługi oferujemy.

Ale właśnie wtedy zrozumiałam, jak ważne jest zaufanie do własnej intuicji. Czasami to, co wydaje się najbardziej „szalone”, okazuje się najlepszą decyzją.

I z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zdecydowanie się opłaciło, bo to był początek całej historii Amari.

Największa porażka w tych 10 latach — i czego Panią nauczyła?

Myślę, że największą lekcją tych 10 lat było zrozumienie, że nie wszystko da się zaplanować i nie na wszystko mamy wpływ.

W biznesie często chcemy mieć kontrolę, układać scenariusze, przewidywać. Ale rzeczywistość potrafi to bardzo szybko zweryfikować. Przykładem był chociażby czas pandemii, kiedy z dnia na dzień musieliśmy zamknąć wszystkie salony i tak naprawdę nikt nie wiedział, co będzie dalej.

Podobnie było w przypadku zmian w polityce imigracyjnej, które mocno wpłynęły na dostępność pracowników z Azji. To są sytuacje, na które jako przedsiębiorcy nie mamy realnego wpływu.

To, czego się nauczyłam, to większej pokory i elastyczności. Czasami trzeba po prostu zaakceptować rzeczywistość, odpuścić walkę z tym, na co nie mamy wpływu, i skupić się na tym, co możemy zrobić dalej.

Dziś wiem, że w biznesie ogromną siłą jest umiejętność adaptacji i zachowania spokoju nawet w najbardziej niepewnych momentach.

Jaką jedną rzecz ludzie kompletnie źle rozumieją o prowadzeniu biznesu wellness?

Myślę, że wiele osób z zewnątrz ma wrażenie, że to bardzo przyjemny i łatwy biznes: że to tylko piękne wnętrza, relaks i dobra atmosfera.

I w pewnym sensie… to dobrze, że tak to wygląda. Bo dokładnie taki efekt chcemy osiągnąć: klient, który przekracza próg Amari Spa, ma poczuć lekkość, spokój i przyjemność. To ma być doświadczenie bez wysiłku. Natomiast za tym wrażeniem stoi ogromna praca i bardzo złożony biznes. Szczególnie w przypadku sieci salonów, gdzie utrzymanie jakości na każdym poziomie wymaga zaangażowania dużych, profesjonalnych zespołów: od operacji, przez szkolenia, po zarządzanie. Jednym z największych wyzwań jest dziś pozyskiwanie odpowiednich specjalistów. To często prawdziwe „mission impossible”. I to właśnie pokazuje, że ten biznes, choć z zewnątrz wygląda lekko, w rzeczywistości jest bardzo wymagający.

Każda branża ma swoje wyzwania, ale jedno jest pewne: to zdecydowanie nie jest łatwy biznes.

Prawdziwą sztuką jest sprawić, żeby chcieli wracać.

Co było trudniejsze: zdobycie pierwszych klientów czy utrzymanie jakości przy rozwoju?

Pierwsi klienci zazwyczaj przychodzą, często z ciekawości, żeby sprawdzić nowe miejsce. To nie jest najtrudniejsze.

Prawdziwą sztuką jest sprawić, żeby chcieli wracać. A to oznacza jedno: utrzymanie jakości na niezmiennie wysokim poziomie.

I to właśnie jest największe wyzwanie, szczególnie w przypadku rozwijającej się sieci. Bo im większa skala, tym trudniej zadbać o spójność doświadczenia w każdym miejscu.

Dlatego dla mnie kluczowe zawsze było i jest to, żeby klient, niezależnie od lokalizacji, miał pewność, że otrzyma dokładnie ten sam, wysoki standard. To buduje zaufanie, a bez niego nie ma powrotów.

Czy klient zawsze ma rację — czy to mit, który niszczy firmy?

My wychodzimy z założenia, że klient w 99% ma rację, i naprawdę robimy wszystko, żeby sprostać jego oczekiwaniom i zapewnić mu jak najlepsze doświadczenie.

Natomiast są sytuacje, w których równie ważne jest dla nas postawienie granic. Jako firma mamy ogromny szacunek do naszych pracowników i masażystów, którzy wykonują bardzo wymagającą, fizyczną pracę każdego dnia.

Dlatego wierzę, że relacja z klientem powinna opierać się na wzajemnym szacunku. Dbamy o naszych klientów, ale równie mocno dbamy o nasz zespół, i to jest dla mnie absolutnie kluczowe.

Bo tylko w takim środowisku jesteśmy w stanie utrzymać jakość i budować zdrowy, długofalowy biznes.

Czy sukces wymaga poświęceń, o których nikt nie mówi głośno?

Jeśli mam być szczera, to uważam, że do sukcesu jeszcze długa droga ;) Cały czas jesteśmy w procesie i mamy kolejne cele, które chcemy realizować.

Natomiast jedno jest pewne: zawsze jest coś za coś. Prowadzenie biznesu, szczególnie na taką skalę, wiąże się z dużymi poświęceniami. To jest czas, energia, często też życie prywatne.

Ale dla mnie to przede wszystkim kwestia wyboru. Każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego w życiu ważne i na co jest gotowy.

Ja świadomie wybieram tę drogę, ze wszystkimi jej plusami i minusami.

Co jest bardziej uzależniające: sukces czy spokój?

To pytanie ma w sobie pewien paradoks.

Sukces niewątpliwie potrafi uzależniać: daje poczucie sprawczości, dynamiki, ciągłego ruchu do przodu. To energia, która napędza i sprawia, że chce się więcej.

Ale z czasem zaczyna się rozumieć, że prawdziwym luksusem nie jest sam sukces, tylko spokój. Tylko że w rzeczywistości prowadzenia biznesu, szczególnie na dużą skalę, ten spokój nie jest czymś oczywistym. To raczej świadomy wybór i coś, o co trzeba dbać.

Dla mnie to zawsze jest pewna równowaga między jednym a drugim. I ja cały czas uczę się ten spokój i tę równowagę w sobie odnajdywać.

Bo choć sukces daje ogromną satysfakcję, to dopiero wewnętrzny spokój pozwala naprawdę się nim cieszyć.

Czy właściciel firmy, która uczy relaksu… w ogóle ma czas się zrelaksować?

To pytanie zawsze wywołuje u mnie uśmiech.

Prawda jest taka, że tego relaksu nie ma tyle, ile mogłoby się wydawać. Prowadząc taki biznes, trudno mówić o pełnym spokoju. To raczej coś, o co trzeba świadomie zadbać.

Ale jednocześnie wiem, że bez tego nie da się funkcjonować. Każdy z nas potrzebuje momentu zatrzymania, żeby móc dalej dawać innym jakość.

Dlatego uczę się znajdować relaks na swój sposób: czasem to masaż, czasem natura, czas z bliskimi czy po prostu chwila ciszy.

Może nie jest go dużo, ale jest bardzo świadomy. I dziś wiem, że to absolutna konieczność, a nie luksus.

Patrząc na Amari dziś… co powiedziałaby Pani sobie sprzed 10 lat?

Powiedziałabym sobie, że podjęłam właściwe decyzje.

I że moje życie stanie się piękną, czasami zwariowaną, ale absolutnie niesamowitą przygodą.

To była droga pełna wyzwań, emocji i nieprzewidywalnych momentów, ale też ogromnej satysfakcji i poczucia sensu.

Powiedziałabym też sobie: słuchaj swojej intuicji, swojego serca i otaczaj się ludźmi, których naprawdę kochasz i z którymi chcesz pracować.

I chyba najważniejsze: idź dalej tą drogą. I chciałabym, żeby ta przygoda trwała jak najdłużej.

Jaki jest Pani ulubiony masaż w Amari — i dlaczego właśnie ten?

Jeśli chodzi o mój ulubiony masaż, to zdecydowanie jest to Thai Health, nasz autorski masaż zdrowotny, który bardzo mocno wyróżnia nas na rynku.

To masaż, który mogą wykonywać wyłącznie doświadczeni terapeuci, mający głęboką wiedzę o ciele i jego funkcjonowaniu. To nie jest standardowy zabieg. To świadoma praca z całym organizmem.

Thai Health realnie pomaga w wielu dolegliwościach, bo jest połączeniem różnych technik, które wspólnie tworzą bardzo skuteczną, terapeutyczną całość. To coś, co wypracowaliśmy jako zespół i z czego jestem szczególnie dumna.

Oczywiście mamy też inne autorskie masaże, które bardzo cenię, na przykład Brazilian Hips, który jest absolutnym hitem wśród naszych klientów, czy liftingujący masaż twarzy.

To są zabiegi stworzone przez nas, przez nasz zespół, i to właśnie ta autorskość i jakość sprawiają, że są to doświadczenia, których nie znajdziemy w innych salonach.

Amari dla mnie to….

Amari to tak naprawdę całe moje życie, nieodłączna jego część.

To jest moje „dziecko”, które stworzyłam od podstaw, krok po kroku. I dziś z ogromną dumą patrzę, jak ono dojrzewało: jak z czegoś małego stało się silną, dojrzałą marką, opartą na mocnym zespole i wartościach.

Ale to też piękna droga osobista. Bo razem z rozwojem Amari rozwijałam i dalej się rozwijam również ja.

I myślę, że to jest w tym wszystkim najcenniejsze.